Jak samodzielnie wymienić silentblocki w Renault oszczędź na robociźnie

4
197
2.7/5 - (3 votes)

Z tego artykuły dowiesz się:

Cel samodzielnej wymiany silentblocków w Renault

Samodzielna wymiana silentblocków w Renault to jedna z tych prac, która potrafi bardzo mocno obniżyć koszt utrzymania auta – pod warunkiem, że jest przemyślana. Chodzi nie tylko o zaoszczędzenie na robociźnie, ale też o kontrolę nad jakością użytych części i sposobem montażu. Dobrze przeprowadzona wymiana tulei gumowo–metalowych potrafi przywrócić precyzję prowadzenia, zlikwidować stuki i poprawić bezpieczeństwo.

Druga strona medalu jest mniej wygodna: praca jest fizycznie wymagająca, łatwo coś ukręcić lub źle złożyć, a błędy mogą skończyć się przyspieszonym zużyciem opon albo problemami z geometrią. Rozsądne podejście to połączenie oszczędności z chłodną oceną własnych możliwości, zaplecza narzędziowego i stanu nadwozia, szczególnie jeśli mówimy o starszych Renault z mocno skorodowanymi elementami nośnymi.

Czym są silentblocki w Renault i po co je ruszać

Zadanie tulei gumowo–metalowych w zawieszeniu

Silentblock (tuleja gumowo–metalowa) to element łączący sztywne części zawieszenia, najczęściej wahacz z nadwoziem lub belkę z karoserią. Zewnętrzna część jest stalowa lub aluminiowa, w środku znajduje się warstwa gumy lub elastomeru, a w samym środku tuleja wewnętrzna, przez którą przechodzi śruba mocująca. Całość ma pracować sprężyście, tłumić drgania i jednocześnie utrzymywać geometrię kół.

Producent stosuje silentblocki zamiast sztywnych połączeń z kilku powodów. Po pierwsze, guma odcina drgania przenoszone z nierównej nawierzchni na nadwozie – bez tego każde uderzenie w dziurę byłoby odczuwalne jak młotkiem w podłogę. Po drugie, tuleja pozwala na niewielkie, kontrolowane ruchy wahacza czy belki, co ułatwia pracę zawieszenia przy skręcie, hamowaniu i pracy resorów. Po trzecie, gumowo–metalowa budowa tłumi hałas; sztywne połączenia metal–metal generowałyby dużo więcej stuków i rezonansów w kabinie.

Silentblocki są elementem eksploatacyjnym. Guma starzeje się pod wpływem czasu, temperatury, soli i olejów, traci elastyczność, pęka lub odrywa się od tulei metalowej. To nie jest awaria z dnia na dzień, raczej proces, który stopniowo pogarsza prowadzenie. Dlatego kierowcy rzadko zauważają zmianę z tygodnia na tydzień, ale po wymianie kompletu tulei różnica zwykle jest wyraźna.

Rodzaje silentblocków w zawieszeniu Renault

W typowych modelach Renault tuleje gumowo–metalowe pojawiają się w kilku kluczowych miejscach zawieszenia i osprzętu. Najczęściej wymieniane w warunkach garażowych to:

  • tuleje wahaczy przednich – odpowiadają za ustalenie położenia koła w przód/tył i na boki; ich zużycie daje wyraźne objawy podczas hamowania i przyspieszania,
  • tuleje tylnej belki (w modelach z belką skrętną) – przenoszą obciążenia tylnej osi na nadwozie; zużycie powoduje „pływanie” tyłu auta i stuki na poprzecznych nierównościach,
  • tuleje drążka stabilizatora lub łączników – zmniejszają przechyły nadwozia i redukują hałas przy pracy stabilizatora,
  • tuleje mocowania sanek/podramy – ważne z punktu widzenia geometrii przedniej osi; rzadziej wymieniane w garażu, bo wymagają większego demontażu.

W Renault występują też silentblocki w mocowaniach silnika i skrzyni biegów. Choć konstrukcyjnie są podobne, mają inne zadanie: utrzymać zespół napędowy i odciąć drgania silnika od karoserii. Wymiana poduszek silnika to osobny temat. Skupienie na zawieszeniu to rozsądne zawężenie, bo większość kierowców decyduje się samodzielnie właśnie na tuleje wahaczy i belki.

Słabe punkty popularnych modeli Renault

Renault ma kilka powtarzalnych „chorób” związanych z silentblockami, zależnie od modelu i konstrukcji zawieszenia. Nie każda sztuka cierpi na to samo, ale pewne schematy się powtarzają:

  • Megane / Scenic – często szybciej kończą się tuleje przednich wahaczy, szczególnie tylne, duże tuleje odpowiedzialne za stabilność przy hamowaniu. Zużycie nasila się przy jeździe po dziurawych drogach i dynamicznym stylu jazdy.
  • Laguna – w wielu egzemplarzach pracują ciężko tuleje tylnej belki, przez co tył auta zaczyna „pływać”, a tylną oś słychać na progach zwalniających. Zdarza się też zużycie tulei sanek, co utrudnia prawidłowe ustawienie geometrii.
  • Clio / Twingo – z racji stosunkowo lekkiej konstrukcji najczęściej padają tuleje wahaczy przednich i tuleje belki, jeśli auto jest mocno eksploatowane w mieście z częstym wjeżdżaniem na krawężniki.

Warunki eksploatacji potrafią skrócić żywotność silentblocków nawet o połowę. Częste jazdy po drogach z dziurami, agresywne najeżdżanie na krawężniki, przeciążanie auta (holowanie, jazda z pełnym bagażnikiem i czterema osobami), sól drogowa i długotrwałe parkowanie w błocie przyspieszają degradację gumy i pojawianie się luzów. Dwa identyczne Renault z tego samego rocznika mogą mieć zupełnie inny stan tulei, jeśli jedno całe życie spędziło na autostradzie, a drugie w centrum miasta z fatalną infrastrukturą.

Jak rozpoznać zużyte silentblocki – zanim cokolwiek odkręcisz

Objawy w trakcie jazdy typowe dla wybitych silentblocków

Zużyte silentblocki rzadko krzyczą jednym wyraźnym objawem. Zwykle pojawia się kombinacja kilku symptomów, które można zebrać w jedną całość. Typowe sygnały ostrzegawcze przy Renault to:

  • stuki z przodu lub z tyłu przy przejeżdżaniu przez dziury, progi zwalniające, kostkę – szczególnie pojedyncze, głuche puknięcia,
  • „pływanie” auta przy szybszej jeździe po łukach lub koleinach – wrażenie, że nadwozie reaguje z opóźnieniem na ruch kierownicą,
  • ściąganie przy hamowaniu – auto wyraźnie „nurka” na jedną stronę, mimo sprawnych hamulców,
  • metaliczne stuknięcia przy ruszaniu i hamowaniu silnikiem – szczególnie, gdy tylne tuleje wahaczy mają duży luz,
  • nierównomierne zużycie opon – wytarte bardziej wewnętrzne lub zewnętrzne krawędzie, mimo poprawnego ciśnienia.

Problem polega na tym, że podobne objawy mogą dawać inne elementy: amortyzatory, łączniki stabilizatora, końcówki drążków kierowniczych czy same opony. Dlatego zanim ktoś wyda pieniądze na komplet silentblocków, lepiej uporządkować diagnostykę i ocenić wszystkie elementy zawieszenia.

Przykładowo: krótkie, ostre stuki przy wolnej jeździe po kostce brukowej częściej wskazują na łączniki stabilizatora, a nie na tuleje wahaczy. Miękkie „pływanie” bez wyraźnych stuków to domena zużytych amortyzatorów. Silentblocki częściej dają objawy przy zmianie obciążenia (hamowanie/ruszanie) i przy poprzecznych nierównościach. Zestawienie symptomów z oględzinami pozwala nie strzelać częściami na ślepo.

Prosta diagnostyka w garażu i na podnośniku

Do podstawowej oceny stanu silentblocków wystarczą lewarek, dwie kobyłki, latarka i duży śrubokręt lub niewielki łom. Pełna precyzja jak na stacji diagnostycznej nie jest konieczna, ale kilka prostych kroków porządkuje obraz sytuacji:

  1. Ustaw auto na równym podłożu, zaciągnij hamulec ręczny, podłóż kliny pod koła, które pozostaną na ziemi.
  2. Unieś przód lub tył auta (zależnie od podejrzanego obszaru), podeprzyj na kobyłkach pod solidnymi punktami nośnymi.
  3. Ściągnij koła, aby uzyskać lepszy dostęp do wahaczy i tulei.

Przy oględzinach zwróć uwagę na kilka rzeczy:

  • pęknięcia i rozwarstwienia gumy – widoczne szczeliny, guma „odklejona” od metalowej tulei, wybrzuszenia,
  • przesunięcie tulei wewnętrznej względem zewnętrznej – jeśli otwór nie jest mniej więcej centralnie, tylko ewidentnie „uciekł” w jedną stronę,
  • ślady pracy metalu o metal – starte krawędzie, błyszczące powierzchnie na elementach, które teoretycznie nie powinny się ze sobą stykać,
  • wyciek oleju z tulei hydraulicznych (jeśli w danym modelu występują) – mokra, tłusta powierzchnia gumy, charakterystyczny osad kurzu na oleju.

Nie każda rysa lub lekkie spękanie gumy jest powodem do paniki. W starszych Renault niewielkie, powierzchowne pęknięcia na krawędziach gumy to norma i często jeszcze nie wpływają istotnie na geometrię. Problem zaczyna się, gdy guma jest poprzecinana na wylot albo wyraźnie „wiszą” kawałki. Luz wyczuwalny już „na oko” przy poruszaniu wahaczem to jednoznaczny sygnał, że tuleja skończyła swoją pracę.

Test łomem – jak nie przesadzić

Popularna metoda warsztatowa polega na użyciu łomu (lub dużego śrubokręta) jako dźwigni, aby sprawdzić, czy w tulei jest nadmierny luz. W warunkach garażowych można to powtórzyć, ale z kilkoma zastrzeżeniami.

Bezpieczne podejście wygląda tak:

  • włóż końcówkę łomu między wahacz a element nośny (karoseria, belka, sanki),
  • delikatnie dźwignij, obserwując pracę gumy, a nie szukając „jak największego ruchu”,
  • szukaj luźnego przesuwania tulei metalowej w obudowie lub odrywania się gumy od metalu, a nie samego ruchu wahacza.

Ruch wahacza względem nadwozia zawsze istnieje, bo po to jest guma – tłumi i się ugina. Niepokoić powinny:
– wyraźne „przeskoki” – jakby coś skakało z pozycji na pozycję,
– metaliczny dźwięk przy użyciu niewielkiej siły,
– luz, w którym najpierw wahacz się porusza, a dopiero później guma zaczyna stawiać opór.

Przesada w drugą stronę też jest błędem. Zbyt agresywne podważanie łomem może uszkodzić nawet jeszcze zdatną do użycia tuleję, szczególnie jeśli guma jest już nadkruszona przez wiek. Test to narzędzie diagnostyczne, a nie próba sił. Jeśli trzeba wieszać się całym ciężarem na drążku, żeby zobaczyć ruch, to nie jest to prawidłowa metoda oceny.

Kiedy pojedynczy stuk to jeszcze nie wyrok

Osoby wrażliwe na dźwięki często reagują na każdy odgłos nową częścią. Nie jest to rozsądne przy wymianie silentblocków, bo praca jest czasochłonna. Zanim zapadnie decyzja o kompletnym remoncie, dobrze jest zadać sobie kilka pytań:

  • czy stuki występują zawsze, czy tylko w konkretnych sytuacjach (np. dobijanie amortyzatora na dużej dziurze)?,
  • czy objawy zmieniają się po zmianie opon, wyważeniu kół, regulacji ciśnienia?,
  • czy zawieszenie było kompleksowo oglądane (drążki, łączniki, końcówki drążków)?,
  • czy stary przegląd techniczny lub przegląd przed zakupem auta nie wskazywał innego słabego elementu?

Jeśli stukanie jest pojedyncze, trudno powtarzalne i nie towarzyszą mu inne objawy (ściąganie, bicie, pływanie), bywa, że winowajcą jest drobiazg: luźna osłona, plastikowy element, zużyty odbojnik amortyzatora. Zdarzają się też sytuacje, w których jedna tuleja ma minimalnie większy luz, ale wciąż trzyma geometrię. Wtedy rozsądny mechanik ocenia, czy auto będzie bezpieczne do następnego przeglądu, a właściciel może spokojnie zaplanować wymianę na konkretny termin, zamiast działać w panice.

Czy samodzielna wymiana silentblocków ma sens – rachunek opłacalności i ryzyka

Ile realnie można zaoszczędzić na wymianie tulei

Różnica w kosztach między wymianą silentblocków w warsztacie a pracą we własnym garażu zależy od modelu Renault, rodzaju zawieszenia i lokalnych stawek za robociznę. Zwykle płaci się za czas, a nie za poziom skomplikowania, choć jedno idzie w parze. Do tego dochodzą koszty części i ewentualnej geometrii po zakończeniu prac.

Ogólny schemat wygląda tak:

  • warsztat: płatność za każdą oś/stronę, do tego wymiana części zgodnie z katalogiem czasów,
  • garaż: zakup części + ewentualny zakup lub pożyczenie narzędzi (prasa, ściągacze, klucz udarowy).

Jeżeli spojrzeć na liczby: komplet dobrych tulei na jedną oś do popularnego Renault potrafi kosztować mniej niż sama robocizna w niezależnym serwisie. Na przykład: za wymianę dwóch tulei wahacza przód można zapłacić w warsztacie tyle, co za cały zestaw tulei na przód i tył kupiony samodzielnie. Oszczędność robi się wyraźna dopiero wtedy, gdy:

  • robisz cały zakres prac na raz (np. wszystkie tuleje na przedniej osi zamiast jednej sztuki),
  • masz już większość narzędzi albo możesz je spokojnie pożyczyć,
  • nie liczysz „godzinówki” własnej pracy tak, jak mechanik na fakturze.

Trzeba jednak doliczyć koszty ukryte. Wymiana tulei wahacza bez geometrii to proszenie się o ściąganie auta i krzywe zużycie opon. Kilkadziesiąt–sto kilkadziesiąt złotych za ustawienie zbieżności szybko „zjada” część pozornej oszczędności, ale ignorowanie tego potrafi zniszczyć komplet opon w jednym sezonie. Dochodzi też ryzyko dodatkowych wydatków: urwana śruba w saniach, zajechany gwint w belce, konieczność dokupienia nowego wahacza, bo stary nie przetrwał walki z rdzą.

Realny bilans jest więc prosty: da się zejść ze zlecenia rzędu kilkuset złotych za oś do poziomu kosztu części + geometria + ewentualne narzędzia. Przy typowym, niezbyt zardzewiałym aucie oszczędza się zwykle połowę–dwie trzecie tego, co poszłoby na robociznę. Przy samochodzie z solnego rejonu, z zapieczonymi śrubami, każdy urwany element zjada część zysku. Im bardziej auto zużyte i im mniej przewidywalny stan śrub, tym silniej warto się zastanowić, czy ta „oszczędność” nie okaże się fikcją.

Dla kogo więc taki zabieg ma sens? Dla osób, które lubią grzebać w aucie, rozumieją podstawy mechaniki i mają gdzie spokojnie postawić samochód na dzień–dwa. Dla kogo to zły pomysł? Dla tych, którzy muszą mieć auto gotowe „na jutro do pracy”, nie mają zapasu finansowego na nieprzewidziane części i czują opór przed cięciem lub wierceniem zapieczonych śrub. Silentblocki nie wybaczają pośpiechu – tutaj presja czasu psuje i jakość, i rachunek zysków.

Najrozsądniejsze podejście to połączenie chłodnej kalkulacji z realną oceną własnych umiejętności. Jeśli plan, narzędzia i zapas czasu są po twojej stronie, wymiana silentblocków w Renault przestaje być „czarną magią”, a staje się po prostu kolejnym, wymagającym etapem serwisu zawieszenia, który pozwala odzyskać precyzję prowadzenia bez przepłacania za samą robociznę.

Kiedy lepiej odpuścić DIY i oddać auto do warsztatu

Nawet jeśli kalkulator pokazuje zysk, są sytuacje, w których domowy serwis silentblocków jest po prostu kiepskim pomysłem. Nie chodzi tylko o brak doświadczenia, ale o konkretne ograniczenia techniczne i organizacyjne.

Przede wszystkim stan auta. Jeżeli Renault na pierwszy rzut oka ma:

  • mocno skorodowane progi i podłogę,
  • zardzewiałe na „kalafior” śruby zawieszenia,
  • popękane osłony, pourywane mocowania plastików pod spodem,

to z dużym prawdopodobieństwem wymiana jednej tulei zamieni się w serię prac blacharsko–mechanicznych. W takich egzemplarzach nawet poluzowanie jednej śruby wahacza potrafi skończyć się jej urwaniem w saniach, a to już jest robota dla kogoś z migomatem, wiertarką kątową i zapleczem warsztatowym.

Drugi filtr to profil użytkowania auta. Jeżeli samochód:

  • codziennie robi długą trasę do pracy,
  • wozi rodzinę na dalsze wyjazdy,
  • jest jednym jedynym autem w domu,

to każdy przestój od razu robi się problemem. Wtedy sens ma raczej podejście „zostawiam w piątek, odbieram w sobotę” niż ryzykowanie, że w sobotni wieczór coś pójdzie nie tak i w poniedziałek trzeba brać urlop, bo auto stoi na kobyłkach z urwaną śrubą.

Trzeci temat to rodzaj zawieszenia</strong. Proste belki skrętne z tyłu (typowe dla wielu starszych Renault) są w miarę przyjazne, choć i tam potrafi zaskoczyć zapieczony sworzeń. Za to przednie zawieszenie wielowahaczowe, tuleje w saniach, tuleje hydrauliczne mocowane w trudno dostępnych miejscach – tutaj margines na błąd jest mniejszy. Jeżeli trzeba:

  • opuszczać całe sanki,
  • odczepiać maglownicę,
  • odpinać przewody hamulcowe lub elementy układu kierowniczego,

to „garaż bez kanału, jeden lewarek i podstawowy zestaw kluczy” staje się bardzo ryzykownym scenariuszem. Pojawia się też kwestia bezpieczeństwa – źle dokręcona maglownica czy krzywo założony wahacz to nie jest „tylko hałas”, ale realne zagrożenie.

Osobna grupa to osoby bez nawyków kontroli. Jeśli ktoś nie ma w zwyczaju sprawdzania momentów dokręcania, wykonywania jazdy próbnej i późniejszej kontroli po kilku dniach, łatwo przeoczy coś, co mechanik złapałby rutynowo. Tuleje nie odpadają od razu, ale źle złożone zawieszenie potrafi w krótkim czasie wykończyć nowe części i wrócić z podwójną siłą w postaci szybszego zużycia opon, ściągania na boki czy bicia kierownicy.

Przygotowanie: narzędzia, miejsce pracy, części – bez tego ani rusz

Gdzie i jak przygotować stanowisko

Dobrze ogarnięte miejsce pracy oszczędza nerwy i realnie zmniejsza ryzyko błędów. Nie wystarczy „kawałek równej ziemi”. Do wymiany silentblocków przydaje się:

  • twarde, stabilne podłoże – beton, kostka, w ostateczności bardzo zbity żwir; miękka ziemia to proszenie się o przechylenie kobyłek,
  • sensowne oświetlenie – latarka czołówka + jedna lub dwie lampy warsztatowe, żeby pod zawieszeniem naprawdę cokolwiek było widać,
  • dostęp do prądu – wiertarka, szlifierka kątowa czy grzałka indukcyjna przy zapieczonych śrubach potrafią uratować dzień,
  • miejsce odkładcze na śruby i elementy – pudełka, woreczki z opisem strony (P/L, przód/tył), bo w Renault łatwo pomylić bardzo podobne śruby.

Samochód nie może stać tylko na lewarku. Minimum to dwie solidne kobyłki z atestem i sensownym zapasem nośności. Pod wahacz, belkę czy sanki można dodatkowo dać drewniany klocek na podnośniku, jako „asekurację”, ale nie jako główne podparcie. Jeżeli trzeba pracować pod sanami, przydaje się możliwość podniesienia auta nieco wyżej – wtedy łatwiej operować długimi dźwigniami, ściągaczami i prasą.

Podstawowe narzędzia – absolutne minimum

W teorii wymianę wielu tulei da się zrobić „zestawem z marketu”. W praktyce kończy się to często pourywanymi łbami śrub i zjechanymi łbami nasadek. Bezpieczne minimum do Renault wygląda zwykle tak:

  • komplet kluczy nasadowych i płasko–oczkowych w rozmiarach 10–21 mm, z naciskiem na 13, 16, 18 i 21 mm (częste w Renault),
  • grzechotki 3/8″ i 1/2″ z przedłużkami i przegubami,
  • porządny klucz do kół lub nasadka z długą rurą,
  • klucz dynamometryczny o zakresie mniej więcej 40–200 Nm,
  • młotek (min. 500 g) i młotek gumowy,
  • łom lub solidny śrubokręt jako dźwignia,
  • szczotka druciana, preparat penetrujący (typu odrdzewiacz), czyściwo.

Bez dynamometru „na oko” łatwo przesadzić albo niedokręcić. Przy zawieszeniu margines błędu jest niewielki – szczególnie w miejscach, gdzie śruba pracuje w tulei metalowej, a nie w grubej belce. Klucz dynamometryczny nie jest gadżetem, tylko ubezpieczeniem przed wyciągniętymi gwintami i przemęczonymi śrubami.

Narzędzia dodatkowe, które robią różnicę

Są elementy, przy których brak odpowiedniego narzędzia zwyczajnie zatrzymuje robotę. W przypadku silentblocków są to najczęściej:

  • prasa hydrauliczna – nawet mała, 6–12 ton, stacjonarna lub „garażowa”; pozwala wyprasować i wprasować tuleje bez brutalnych metod,
  • ściągacze do tulei / tulejowniki – zestawy tulei, śrub i nakrętek, którymi można wyciskać i wciskać tuleje „na aucie”,
  • klucz udarowy (pneumatyczny lub akumulatorowy) – nie jest obowiązkowy, ale przy zapieczonych śrubach często ratuje przed ich urwaniem przy użyciu długiej rury,
  • palnik gazowy lub opalarka – delikatne podgrzanie obudowy tulei lub śruby potrafi zdziałać cuda; oczywiście z głową, z dala od przewodów paliwowych i gumowych elementów,
  • szlifierka kątowa z cienkimi tarczami – ostateczność, gdy śruby są tak zapieczone, że jedynym wyjściem jest ich przecięcie.

Wielu amatorów stara się na siłę obejść brak prasy, katując tuleje młotkiem. W części przypadków kończy się to zdeformowaniem gniazda, zagięciem uszu wahacza albo wprasowaniem tulei krzywo o kilka stopni. Skutek jest taki, że zawieszenie zaczyna pracować nienaturalnie, a nowa część szybciej się zużywa. Jeśli nie ma gdzie ustawić nawet najmniejszej prasy, warto rozważyć drugą opcję: wyjęcie wahaczy/belki i zawiezienie samych elementów do zakładu z prasą, który za kilkadziesiąt złotych wyprasuje i wprasuje tuleje na miejscu.

Oprogramowanie, instrukcje, momenty dokręcania

Mechanika to nie tylko klucze. Przy zawieszeniu Renault przydaje się wiarygodne źródło informacji technicznej. Chodzi o:

  • momenty dokręcania poszczególnych śrub (wahacze, sanki, belka, mocowania amortyzatorów),
  • kolejność dokręcania – np. najpierw śruby sanek, potem wahacze, następnie stabilizator,
  • położenie montażowe tulei, jeśli ma znaczniki lub asymetryczną budowę,
  • informację, czy dana śruba jest rozciągliwa (jednorazowa), czy można ją bezpiecznie użyć ponownie.

Internetowe „porady” często traktują te kwestie po macoszemu. „Dokręć mocno” albo „ja dałem na maksa” to nie jest informacja techniczna. Nawet jeżeli dokładnych danych nie uda się zdobyć, korzystniej oprzeć się na instrukcjach pokrewnych modeli Renault i zdrowym rozsądku (niezbyt niskie momenty przy śrubach mocujących belkę, brak „rurki 1,5 metra” przy drobnych śrubach gwintowanych w cienką blachę).

Jak dobierać części – oryginały, zamienniki, poliuretany

Silentblock silentblockowi nierówny. Dwie tuleje „pasujące do Megane” mogą mieć skrajnie różną trwałość i wpływ na komfort jazdy. Zanim w koszyku wyląduje najtańsza opcja, rozsądnie jest jasno określić, czego się oczekuje:

  • komfort i oryginalne prowadzenie – wtedy najlepiej celować w OEM lub zamienniki znanych producentów, o twardości zbliżonej do fabrycznej,
  • większa precyzja kosztem komfortu – tu wchodzą w grę tuleje utwardzane lub poliuretanowe, ale nie do każdego Renault i nie na każdą o